Nadeszła przyszłość long range. Testuję Flywoo Explorer oraz GepRC Crocodile Baby 4.

Muszę przyznać, że 4 miesiące temu, kiedy prekursor tej kategorii debiutował na rynku, sam nie wskoczyłem to tego “hype train’u”.


Sprawdź aktualną cenę


Bez wątpienia model ten był czymś nowym i ciekawym, ale osobiście nie byłem nigdy zbyt mocno zainteresowany lotami long range, więc i premiera Flywoo Explorer nie wywołała u mnie wielkich emocji. Szybko po pojawieniu się drona Flywoo okazało się, że takie 4 calówki cieszą się naprawdę sporym zainteresowaniem i wielu innych chińskich producentów, nie chcąc pozostać w tyle, także wypuściło swój model w tej kategorii.

Dziś oprócz oryginalnego Explorera dostępne są choćby GepRC Crocodile Baby 4, iFlight Chimera 4 LR czy Eachine SHADOW FIEND. 

Pomimo tego, że każdy producent podszedł do tego tematu na swój sposób, to jednak specyfikacja każdego z nich jest bardzo zbliżona. Wszystkie modele łączy m.in. niska waga (w większości nieprzekraczająca 250g z lipo 650mAh), GPS na pokładzie oraz duża wydajność kombinacji silnik-śmigło co przekłada się głównie na bardzo długi czas lotu.

W tabeli poniżej znajdziecie krótkie porównanie tych modeli i szybki rzut oka na najważniejsze parametry w specyfikacji.

Skąd moja niechęć do lotów Long Range?

Może nie tyle niechęć, ale raczej małe zainteresowanie tą formą latania. W teorii long range to głównie duże 7 calowe maszyny (choć częściej skrzydła i samoloty) i bicie rekordów odległości w bardzo spokojnym, powolnym locie w jednym kierunku.

Co tu dużo mówić, osobiście uważałem to za trochę nudne zajęcie i choć właściwie nikt nie zabrania nam freestylowania na takiej odległości, to i tak myślę, że wielu z was miało by ku temu opory.

DronePromo

Im odlatujemy dalej, tym prawdopodobieństwo utraty kontroli czy wizji jest większe, więc tego typu loty są dość ryzykowne, szczególnie, kiedy w powietrzu znajduje się elektronika za kilka tysięcy złotych.

Przy wykonywaniu lotów long range trzeba też zadbać o odpowiednie miejsce do latania, gdzie w razie jakiejkolwiek awarii nasza maszyna nie spadnie nikomu na głowę, a sami będziemy w stanie szybko ją odzyskać.

Niewielka frajda, duże ryzyko oraz znaczna odległość bezpiecznych miejsc do odbywania takich lotów zawsze mówiły mi, że long range nie jest dla mnie. Dawno już miałem za sobą zabawy z modułem GPS w 5 calówce i testy systemu RTH, ale loty na odległość rzędu dwóch, trzech czy pięciu kilometrów wciąż są dla mnie czymś nowym. Teraz nadarzyła się okazja, więc czas pozostawić to co już dobrze znam i spróbować “tego nowego”.

Jak to się skończyło i czy zmieniłem swoje zdanie na ten temat? O tym już za chwilę.

Flywoo Explorer vs Crocodile Baby

Dwa z czterech wymienionych wyżej modeli trafiło na moje biurko. Oba ważą ok. 165g (bez lipo), napędzane są podobnymi silnikami 1404 2750KV i używają dokładnie tych samych 4 calowych, dwupłatowych śmigieł Gemfan 4024.

 

Oba drony wyposażone są też w Caddx Vista z oryginalną kamerą DJI, która w porównaniu z jej mniejszymi odpowiednikami jak np. Caddx Nebula, wypada znacznie lepiej. W modelu Flywoo z racji użycia mniejszego 16 mm stacka (F411 z jedynie 2 UART’ami), ale składającego się osobnego FC i ESC – Vistę umieszczono w tylnej części quada. W modelu GepRC wykorzystano FC AIO, co pozwoliło na zawieszenie Visty nad kontrolerem lotu, koncertując właśnie w dobrym miejscu środek ciężkości.

Zintegrowane FC z mocniejszym ESC w Gepie jest też lepszym pomysłem niż zastosowanie małego, podwójnego stacka Flywoo Goku, który jak wynika z opinii wielu użytkowników Explorera na pewno nie należy do tych niezawodnych.

W obu modelach GPS zamontowany jest z tyłu na drukowanym z TPU uchwycie, zaraz nad nim znajdziemy długą 15 cm antenę oraz wyprowadzenie wtyczki zasilania. Kamery na froncie również osłonięte są wydrukami, które na pewno w jakimś stopniu pozwalają je ochronić, ale to rozwiązanie Gep’a wydaje się lżejsze, prostsze i do tego z łatwością możemy je zdemontować.

Jeśli chodzi o ramę – obie utrzymane są w stylu “Dead Cat”, który gwarantuje, że nie zobaczymy śmigieł w swoim nagraniu, a do tego obie posiadają wymienne ramiona, które producenci dołączają do swoich zestawów.

W Gep’ie znajdziemy po jednym zapasowym ramieniu na przód i tył (2,5 mm grubości), a w pudełku z Flywoo tylko jedno (3 mm), które jest identyczne dla każdej strony.

Poza budową muszę wspomnieć też o tym jak latają oba quady. Przede wszystkim należy pamiętać do czego zostały one stworzone, a postawiono tu głównie na wydajność, a nie trwałość czy osiągi. W obu przypadkach nawet na lekkim lipo 4S quady mogą wydać się sporo słabsze, niż to do czego jesteśmy przyzwyczajeni choćby w mniejszych 3 calówkach.

Nie zmienia to jednak faktu, że oba zostały świetnie wypidowane i na tune naprawdę nie można narzekać. Bez względu na to z jakim pakietem latałem chcąc trochę pofreestylować to poza mniejszą mocą ,nie ma ku temu innych przeszkód. Zaznaczę jednak, że ramiona są cienkie, a antena wideo w żaden sposób nie zabezpieczona, więc nawet lekki “kret” może okazać się kosztowny.

Poniżej możecie sprawdzić screeny z konfiguracji PID kontrolera oraz filtrowanie.

Fajnym dodatkiem w obu przypadkach jest również buzzer z własnym zasilaniem, który umieszczony został w tylnej części obu quadów. Szkoda, że nie ma możliwości szybkiego wyłączenia ich przez chwilowe wpięcie lipo i w każdym przypadku musimy wciskać odpowiedni przycisk, ale nie są one zbyt trudno dostępne i szybko można się do tego przyzwyczaić.

W Explorerze nie jest on widoczny na pierwszy rzut oka, więc zanim udało mi się go odnaleźć po raz pierwszy minęła chwila. Szybki research na stronie producenta wyjaśnił mi, w którym miejscu powinienem go szukać.

W modelu GepRC widać doświadczenie producenta ponieważ top plate posiada fajne otwory na rzepy, które zapobiegają się ich przesuwaniu czy rozpinaniu. Niestety mata pod baterię wciąż jest w stylu “ledwo trzymam lipo”.

Natomiast we Flywoo jest jeszcze gorzej, bo zastosowano tam nie gumową podkładkę, a zwykłą piankę, która właściwie chroni baterię tylko przed uderzeniem o śruby górnego pokładu, ale w żaden sposób nie zapobiega jej wypięciu. Może to i drobiazg, który łatwo jest własnoręcznie poprawić, ale jeśli tego nie zrobicie, to prędzej czy później lipo wyleci.

GPS

GPS w dronach long range odgrywa bardzo istotną rolę. Podczas testów na ten element starałem się zwrócić szczególną uwagę, skupiając się głownie na jego fabrycznej konfiguracji, szybkości działania oraz kilku innych drobnych aspektach.

W jednym dronie moduł GPS nie sprawiał absolutnie żadnego problemu – błyskawiczny fix, 12 satelit w kilka sekund i bezproblemowy return to home po przełączeniu switcha.

 

W drugim zaś złapanie fixa nie było takie szybkie. Musiałem normalnie wylatać 2 lipo zanim zobaczyłem swoje współrzędne i strzałkę pokazującą kierunek startu maszyny. Co dziwne podczas jednego lotu, a właściwie powrotu mój tzw. “home point” sam się przestawił i dron chciał lądować jakieś 80 m od miejsca startu (gdzie był początkowo poprawnie zdefiniowany). Wzbudziło to na początku mój niepokój, ale okazało się, że kolejne loty Baby Crocodile odbywały się już bez problemów.

Moje wrażenia

Zacznę od tego, że po kilkunastu bateriach na Flywoo Explorer i GepRC Crocodile Baby moje podejście do long range mocno się zmieniło.

Już wiem, że w takim lataniu jest jednak coś wyjątkowego. Jest adrenalina, ale też poczucie niesamowitej swobody i odkrywanie naprawdę wielu nowych możliwości do jakich zdolne są te małe maszyny. To ciągłe zerkanie na OSD i sprawdzanie ilości satelit, przebytej odległości, napięcia czy zużytych mAh nie daje się w żaden sposób porównać z klasycznym freestylowaniem.

Jak daleko mogę jeszcze polecieć? Może spróbować większej baterii, a może innych anten? To wbrew mojemu wcześniejszemu przekonaniu potrafi naprawdę wciągnąć. Sam nawet zainwestowałem w ogniwa li-ion oraz kierunkową antenę iFlighta jedynie do tych testów, aby sprawdzić jak daleko mogę odlecieć.

Wciąż nie jestem w stanie w pełni zaufać takim maszynom i być w stu procentach przekonanym, że z jakiegoś głupiego powodu oddalony o 5 km lecąc nad koronami drzew nagle nie spadnę, ale przyznaję w pewnym stopniu pozwoliło mi to przełamać własne bariery i nabrać większej pewności w lataniu na odległość.

Czy long range jest dla każdego? Pewnie nie. Szczególnie jeśli mieszkacie w centrum dużych miast, gdzie wolnej przestrzeni jest jak na lekarstwo. Zdecydowanie jednak myślę, że osoby chcące budować 6 czy 7 calowe bestie oraz ci, dla których zwykłe freestylowanie i uczenie się kolejnych trików staje się monotonne powinni choć raz spróbować polatać czymś w tej kategorii.

Który wybrać?

Choć na rynku jest już więcej propozycji, to niechciałbym wypowiadać się o tych modelach, których sam nie miałem przyjemności testować. Z dwójki, którą miałem w ręce wybrałbym model GepRC, głównie ze względu na lepszą konstrukcję, więcej dodatków w zestawie no i oczywiście cenę, choć ta nie jest dużo niższa niż cena jego konkurenta.

GepRC ma znacznie większe doświadczenie w budowie i projektowaniu dronów, co widać po obecnym dorobku tego producenta. Nie znaczy to, że skreślam Explorera.

Jest delikatnie droższy, chodzą słuchy o palącym się ESC, ale tak naprawdę u mnie działa on bez problemu, GPS łapie fixa momentalnie i po wymianie maty pod baterię niewiele brakuje mu do swojego konkurenta.

Na szczęście zamawiając ten model dzisiaj, prawdopodobnie wybierzecie wersję Flywoo Exporer V2, która została wyposażona w Nebulę Pro oraz stack z procesorem F7, łącznością bluetooth, barometrem i padami do ledów umieszczonymi w każdym rogu kontrolera. O innych zmianach w Explorerze V2 możecie przeczytać na stronie produktu.


Sprawdź aktualną cenę


Zobacz także
Komentarze