Recenzja iFlight Nazgul Evogue F5

iFlight Nazgul Evogue F5 to nie jest kolejny quad do freestyle’u. Przynajmniej nie od razu, po wyjęciu z pudełka. Zanim jednak o tym dlaczego tak uważam, kilka słów wstępu…


Sprawdź aktualną cenę


Na początku muszę stwierdzić, że po raz kolejny widać, iż firma mocno ukierunkowała się na nowych pilotów. Dron jest obklejony różnymi informacjami dosłownie z każdej strony.

Papierowe wydruki wskazują kierunek obrotu silników, inna naklejka mówi o ustawionym “bezpiecznym” Angle Mode, jeszcze inna wskazuje przycisk bindowania, a z boku znajdziemy nawet podpisy pod portami USB w FC i Viście.

Dla mniej doświadczonych to na pewno oznacza łatwiejszy start, dla tych bardziej zaawansowanych raczej niepotrzebny dodatek, choć nie sądzę, żeby w jakimś dużym stopniu to komuś przeszkadzało.

Model można kupić w dwóch wersjach F5X oraz F5D, czyli ramą w stylu “X” oraz tzw. “Dead Cat”. Obie ramy w teorii będą miały trochę inną charakterystykę lotu, ale jestem przekonany, że 9 na 10 osób, a tym bardziej początkowi piloci nie będą w stanie zauważyć żadnej różnicy. Zaletą wersji F5D będzie na pewno brak widocznych śmigieł w kadrze, ale z tego co widzę jest ona dużo ciężej dostępna.

Czemu Nazgul Evogue nie jest dobrym dronem freestylowym?

Głównie dlatego, że jego stockowy tune się do tego nie nadaje.

Model jak wiele innych dronów tego producenta przechodzi tzw. “Pre-tune”, czyli posiada zestaw ustawień filtrów i PID kontrolera, który ma sprawić, że już po wyciągnięciu z pudełka będzie latał dobrze. Tak niestety nie jest.

Na filmie możecie zauważyć mocny “bouceback” na osi roll, przy dodawaniu throttle widocznie “siadający nos”, a dynamiczne nawroty powodują propwash o bardzo wysokiej częstotliwości.

Zdecydowanie widać, iż ten zestaw ustawień nie pozwoli nam uzyskać płynności przy bardziej agresywnym lataniu oraz, że Evogue skierowany jest bardziej dla początkujących pilotów, którzy zdecydowanie częściej stawiają na crusing, niż szybkie freestylowe manewry.

Spoglądając w zakładkę filtrów i PID’ów widać, że są to ustawienia, które nie mają na celu uzyskania bardzo ostrego i precyzyjnego “feelingu”, a raczej miękki i bezpieczny tune, który pozostawi nasze silniki zimne jak lód. Nie każdy tego oczekuje i nie każdemu, kto latał już wcześniej pięciocalówkami się to spodoba.

Jedną z zalet kupowania gotowych modeli jest właśnie to, że powinniśmy dostać drona pięknie  “wypidowanego”, a tu? Raczej zawód. Oczywiście nie jest to przeszkoda dla osób obeznanych w temacie, ale inni mogą mieć problem.

Jeśli masz problemy z tunem możesz spróbować moich ustawień (screen poniżej, filtry na 1.6). Latał mi na nich zdecydowanie lepiej, albo sprawdzić ten post i wrzucić customową wersję Betaflight 4.2.9 z “Warningami” na OSD.

Co poza tunem?

Po raz kolejny jakość, jakość, jakość. O tym już chyba nie muszę pisać. Gdziekolwiek nie spojrzymy widać dobre materiały oraz przywiązanie do detali.

Weźmy np. śruby – wszystkie o najwyższej twardości 12.9 i każda posmarowana klejem, aby zapobiegać ich odkręcaniu, ale przy uchwycie do GoPro zastosowano inne – z kołnierzem, żeby jeszcze lepiej trzymały mount. Odbiornik też umieszczono tak, żeby dostęp do bind buttona przez otwór wycięty w dolnym pokładzie był bardziej wygodny.

Przerabiając dziesiątki innych dronów wiem, że nie każdy producent o tym myśli, do tego np. wyfrezowany top plate tworzący specjalne miejsce na pad do baterii no i te ledy…

Niby zbędny bajer, bo większość i tak lata w dzień, ale muszę przyznać, że wygląda to ciekawie i nikt inny nie stosuje takich rozwiązań.

Sprytnie przemyślane, bo efekt uzyskano z kilku diod, które prowadzą światło czymś na kształt światłowodu. W rzeczywistości jest to dość giętka plastikowa, przezroczysta rurka, która biegnie wzdłuż ramion, a także pomiędzy bocznymi “ochraniaczami”.

Efekt jest fajny, choć patrząc na to realnie, to po kilku kretach może już nie działać tak dobrze, a jedynie utrudniać serwisowanie quada.

Rama mocno przypomina ostatnią wersję XL5, to jednak jej kształt na pewno trochę ewoluował. Jest to solidna i wytrzymała, choć dość ciężka konstrukcja. Sam quad waży 420g, ale po dołożeniu 6S 1250 mAh i  Hero 8 – 760 g i to nie używając mojego niepowtarzalnego, energooszczędnego i ultranowoczesnego mounta, który dokłada kolejne 50g.

6 mm ramiona, górny pokład 2 mm, a dolny 3 mm. No ładne wartości, ale łatwo przekroczyć tu 800 g.

Trochę kwestionowałbym również sposób podłączania baterii. Zdecydowanie lepiej czuję się, kiedy przewód, czy też sama wtyczka przypięte są rzepami. Myślę, że dużo nie potrzeba, żeby np. jakaś losowa gałąź wypięła nam XT60, a jak wiadomo to nic dobrego.

Stack 20×20?

Szczegółową specyfikację Nazgula Evoque znajdziecie na stronie produktu, moją uwagę jednak przykuł wykorzystany tu 20 mm stack SucceX-D Mini F7 z ESC, które ma wytrzymać 55A. To ciekawe decyzja iFlighta. Nie wiem jak przełoży się to na wytrzymałość elektroniki, ale od dawna wiadomo, że ESC w tym rozmiarze nigdy nie będzie tak wytrzymałe, jak standardowe 30 x 30 mm ze względu choćby na rozmiar mosfetów i ich zdolność odprowadzania ciepła.

W zestawie znajdują się nowe śmigła Nazgul F5 5135, co jednak jeśli założymy bardziej agresywne propy, a nasz styl latania raczej nie należy do powolnych? Może kilka “turtli” na drzewie wystarczy, żeby spalić ESC? Mam nadzieję, że producent wykonał solidne testy w tym zakresie, bo może się to szybko skończyć upaloną elektroniką, tym bardziej, że Evogue jest z każdej strony zabudowany, a zaraz niedaleko za kontrolerem prędkości mieści się dodatkowy “piecyk” (Vista).

Silniki (choć sam iFlight o tym nie mówi) to po prostu Xingi V2 2207 w moim przypadku 1800KV. Nie wiem dlaczego udają, że to jakaś wielka tajemnica, skoro można do tego łatwo dojść porównując oba motory oraz odczytując maksymalny RPM w BetaFlight.

Mieszane uczucia

Kolejny jak to mówią “Drone of the Year”? Raczej nie. Wysoka jakość wykonania i dbałość o detale  zdecydowanie na plus, ale w niektórych przypadkach dość dyskusyjne rozwiązania. Do tego dochodzi spora waga, słaby stockowy tune i cena. Tak cena.

Choć kiedy publikuję tą recenzję wydaję się, że od premiery lekko spadła, to wciąż jest to jedna z droższych pięciocalówek na rynku. Jeśli podobają wam się te “bajery”, znacie się na pid tuningu i chcecie mieć quada z 6 mm ramionami to jest to opcja dla was, ale proponuję zapoznać się również z alternatywą od Diatone, która również nie jest pod każdym względem idealna, ale na pewno będzie tańsza, lżejsza i od początku będzie latała lepiej.

DronePromo


Sprawdź aktualną cenę


Zobacz także
Komentarze