Recenzja Radiomaster TX16S. Czemu przerzucam się na nową aparaturę?

Radiomaster to stosunkowo nowa marka na rynku. Jak głoszą plotki powstała ona po rozpadzie dwóch wspólników, którzy wcześniej tworzyli firmę Jumper. Czy ta rozłąka wyszła im na dobre? Sprawdźmy.

Trochę historii

Jumper do tej pory radził sobie świetnie. Udało im się zdobyć sporą część rynku budżetowych aparatur modelami T12 czy T8SG (o którym pisałem więcej tutaj), ale to model T16 okazał się największym hitem tego sezonu.

Była to na tyle dobra, a do tego tania aparatura, że nawet FrSky poczuł się mocno zagrożony i musiał uciec się do szantażu sklepów z akcesoriami RC stawiając im ultimatum: “…albo FrSky albo Jumper. Wybierajcie”. 


DronePromoPomimo wielkiego sukcesu Jumpera wspólnicy mieli wydaje się lekko odmienne wizje, na to jak powinien wyglądać ich kolejny produkt, co w rezultacie doprowadziło do sytuacji, gdzie dwie łudząco podobne do siebie “apki” produkowane są pod całkiem innym szyldem.


Sprawdź cenę
Radiomaster TX16S

Gimbale Halla lub Potencjometry


Radiomaster TX16S, a co to takiego?

Radiomaster TX16S to ulepszona wersja Jumera T16. Choć oba z pozoru wyglądają bardzo podobnie do siebie, to Radiomaster pochwalić się może nie tylko wieloma pozytywnymi zmianami wewnątrz i na zewnątrz aparatury względem swojego konkurenta, ale również i lepszą ceną!

Nie będę porównywał szczegółowo obu modeli, bo osobiście nie testowałem Jumpera. Napiszę wam jednak dlaczego zdecydowałem się zmienić swoją obecną aparaturę, czyli FrSky X9D+ 2019.

Radiomaster TX16S obsługuje 16 kanałów, posiada gimbale Hall’a, wbudowany moduł “Multi-Protocol”, ma pełne wsparcie dla Crossfire bez żadnych modyfikacji, dotykowy ekran, wibracje, funkcje ładowania przez port USB-C, naprawdę sporo miejsca na baterię oraz kilka innych ciekawostek, które pozwalają twierdzić, że konstrukcja ta została przemyślana niemal w każdym calu. Obecnie żadna inna aparatura na rynku nie oferuje tak wiele jak Radiomaster TX16S.

Jest spory, przynajmniej takie miałem pierwsze wrażenie, kiedy wziąłem go do rąk po raz pierwszy. Jest też dość ciężki – 860g z dwoma ogniwami 18650. X9D nawet ze sporym lipo 2S 3000 mAh nie przekracza 750 g. Krótko mówiąc czuć tą wagę.

Jeśli chodzi o rozmiar tej aparatury to w rzeczywistości jej wysokość wynosi może 1 cm więcej niż wysokość X9D, ale trzymając ją ma się wrażenie, że jest od niego sporo większa. Nie wszystkim się to spodoba. Mi duże kontrolery wydają mi się być bardziej precyzyjne. Gimbale zawsze są większe, drążki dłuższe i jakoś tak po prostu lepiej mi się na nich lata.

Pomimo odrobinę większego rozmiaru aparatura jest znacznie wygodniejsza niż mój Taranis. Dzięki tylnym “gripom”, które mocno wystają poza płaszczyznę obudowy, ma się wrażenie, że idealnie dostosowuje się ona do naszych dłoni, a palce same wygodnie układają się na jej plecach.

Jeśli weźmiemy pod uwagę kwestie estetyczne to TX16S wykonany niemal w całości z czarnego, matowego plastiku, znacznie bardziej też przypada mi do gustu niż srebrny, błyszczący Taranis, czy wspomniany wcześniej Jumper.

Obudowa

Od góry mamy dostęp do portu USB-C służącego do komunikacji z PC oraz raczej nikomu niepotrzebny port trenera. W różnych modelach FrSky zazwyczaj USB umieszczano albo od spodu, albo z tyłu aparatury. Żadne z tych rozwiązań nie jest jednak wygodne, kiedy włączamy symulator i siadamy przed komputerem. Ten przewód po prostu przeszkadza. Dodatkowo produkty FrSky wciąż używają dość archaicznego portu Mini USB, które coraz rzadziej możemy znaleźć w naszym domu.

Od spodu też znajdziemy kilka złącz. Znajduje się tam: slot na kartę SD (karta o pojemności 256 MB znajduje się w zestawie), kolejny port USB-C służący do ładowania baterii oraz dwa UART’y. Sieć pisze o możliwości wykorzystania tych portów do aktualizacji oraz tworzenia projektów DIY, ale szczerze przyznam, że nie mam pojęcia jakie może być ich realne zastosowanie dla zwykłego użytkownika. 

Będąc przy portach należy mieć na uwadze, że brakuje tu na dole znanego z FrSky Smart Portu, w który wyposażona jest każda ich aparatura. Odbiorniki flashować będziemy zatem z pomocą pinów zewnętrznego modułu, tak jak miało to miejsce w starszej wersji X9D.

Ekran

Nie da się przejść obojętnie obok tego wielkiego, kolorowego panelu w rozmiarze 4,3 cala i rozdzielczości 480 x 272 px. To chyba też jeden z głównych powodów mojej przesiadki na TX16S. Żadna aparatura FrSKy poza najdroższym Horusem X10S do tej pory nie oferowała kolorowego ekranu LCD.

Co ciekawe w TX16S znajduje się dokładnie taki sam panel, o takiej samej rozdzielczości i rozmiarze jak w Horusie, który dziś kosztuje ok. 2000 zł! Wyjątkiem jest jednak to, że ekran w TX16S to ekran dotykowy, który dostanie pełne wsparcie już wkrótce wraz z premierą OpenTX 2.4.


Grzebiąc trochę w opcjach wersji 2.3.9 można włączyć tryb debuggowania (najprościej mówiąc specjalny tryb testowania i wyszukiwania błędów w działaniu oprogramowania i hardware’u), w którym można uruchomić test panelu dotykowego.

Panel w tym teście działał szybko i responsywnie, a ikona pojawiająca się na ekranie po jego dotknięciu natychmiastowo podążała za przeciąganym palcem, co daje sporą nadzieję na to, że kiedy pojawi się wreszcie wparcie dotyku, to wiele osób będzie mogła z niego komfortowo korzystać, a nie tylko się nim pochwalić. Czekam z niecierpliwością.

Interface i nawigacja

Początki z graficzną wersją OpenTX nie były dla mnie zbyt łatwe. Pomimo tego, że struktura samego oprogramowania czy kolejność zakładek jest identyczna, to nie od razu było to bezbolesne przejście. Trzeba spędzić trochę czasu na naukę, ale po jakimś czasie można opanować szybkie poruszanie się po menu.

Z drugiej strony dwa osobne przyciski SYS (Ustawienia Radia) oraz MDL (Ustawienia Modelu) to dla mnie bardzo rozsądne rozwiązanie. W X9D jakoś nigdy nie mogłem się nauczyć jak szybko przejść do odpowiednich ustawień, a tu jest to jasno i czytelnie opisane.

Poza dwoma głównymi po lewej stronie ekranu znajdziemy kolejne 4 przyciski, które służą do nawigacji. Są one trochę słabo wyczuwalne i za bardzo schowane w obudowie, a ich opisy nie zbyt czytelne, kiedy na początku wszystkiego się uczymy, ale z czasem przestaje to mieć znaczenie.

Po drugiej stronie producent umieścił metalową rolkę, która działa dobrze, szybko pozwala przewijać się po menu, a jej wciśnięcie zazwyczaj służy do wybierania lub potwierdzania różnych opcji, dokładnie tak jak byśmy się tego spodziewali.

Taka sama rolka zastosowana została w aparaturze FrSky, ale tam jest ona znacznie gorszej jakości. Uważam jednak, że najprzyjemniejsze rozwiązanie to “kółeczko” znane QX7, ale nie jestem pewny czy zmieściłoby się ono obok tego wielkiego ekranu nie zwiększając jednocześnie gabarytów samej aparatury.

Jeśli chodzi o sam interface, to bardzo przypomina mi on Androidowy pulpit, gdzie to sami decydujemy jakie widgety na nim się znajdą.

W Radiomaster TX16S ta swoboda znana z telefonów jest dość mocno ograniczona, bo możemy wybrać jedynie layout głównego ekranu i w każdej części tego layoutu umieścić jakiś widget, których też nie ma aż tak wiele. Mimo wszystko daje to największe możliwości personalizacji radia jakie do tej pory widziałem. 

Dostępne są także 2 “skórki” do wyboru. Ta defaultowa jest okropna i strasznie razi po oczach, ale druga, niebieska jest już całkiem przyjemna. Na karcie SD znajdziecie pliki jpg lub png, które służą do wygenerowania skórki, więc w prosty sposób można zmienić kilka obrazków i jeszcze bardziej dostosować wygląd aparatury do naszych upodobań.

Gimbale

Dla wielu jedna z najważniejszych rzeczy jeśli chodzi o wybór aparatury. Gimbale w TX16S to oczywiście Halle, co jest kolejnym powodem, który przekonuje mnie do przesiadki z X9D. Pierwsze wrażenie? Chodzą trochę zbyt luźno. Lubię delikatny opór, szczególnie jeśli chodzi o samą przepustnicę. Pewnie przyzwyczaiłbym się w końcu do tego jak zostały ustawione fabrycznie, ale w wolnej chwili planuję rozkręcić aparaturę i trochę je ustawić pod siebie.

Jako osoba przyzwyczajona do latania kciukami (pół życia na Playstation) końcówki drążków wymieniam w praktycznie każdej mojej apce. Na szczęście te w rozmiarze M4 od FrSky pasują bez problemu.

Kilka słów podsumowania

Jestem mocno zaskoczony tym co Radiomaster oferuje w swoim najnowszym modelu. Widać, że rynek aparatur nie stoi w miejscu i też tak jak wiele innych gałęzi tego hobby ciągle się rozwija. Mieliśmy monopolistę, który teraz traci klientów, bo ktoś inny potrafi wyprodukować radio, które ma dosłownie wszystko, jest przemyślane w każdym calu, a do tego nie rujnuje naszych kieszeni.

Ja zdecydowałem, że zostaję z Radiomasterem na dłużej i nie sądzę żebym tej decyzji kiedykolwiek żałował. Dzięki OpenTX Companion szybko zaktualizowałem TX16S do najnowszej wersji, a skopiowane modele z X9D przeniosły się bez żadnych problemów, więc sam proces przejścia nie był dla mnie w żaden sposób uciążliwy.

W tej recenzji miał być też akapit o wewnętrznym module, który obsługuje obecnie właściwie każdy open-source’owy protokół komunikacji i pozwala podłączyć TX16S do wszystkiego co lata i nie ma ACCESSA, ale uznałem, że choć to ciekawy dodatek, to tak naprawdę niewiele mogę o nim powiedzieć. Najważniejsze dla mnie jest to, że w przeciwieństwie do X9D teraz bez problemu mogę bindować wszelkie whoopy po D8, a całą resztę modeli FrSky po D16 i właściwie to mi wystarczy.


Sprawdź cenę
Radiomaster TX16S

Gimbale Halla lub Potencjometry


Zobacz także
Komentarze